Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
boundlessness

Próbowałam określić, co tak naprawdę zawiniło, znaleźć w sobie winę. Dręczyłam się tym kilka godzin. I chyba znalazłam. Za szybko się zaangażowałam, pokochałam, po prostu. I chciałam dostać tyle samo, ile ja w to siebie wkładałam. Aż w końcu się rozpadło. Tylko stało się to tak nagle.... Z dnia na dzień. Nie dałeś mi nawet okazji na powolne odzwyczajenie. Ale Ty przecież z takimi wydarzeniami lubiłeś mnie zaskakiwać. To, kiedy napisałeś pierwszy raz pół godziny po tamtej imprezie. Wtedy w sylwestra. I w sobotę. Kiedy spędziliśmy ze sobą wieczór, noc, kiedy mogłam przytulić się do Ciebie śpiącego, wspólne śniadanie rano i ta niepotrzebna szczoteczka, którą kupiłeś... A później takie coś. I może lepiej się stało. Tak to by się ciągnęło jeszcze, dalej byś był taki oschły, wyżywał się na mnie, a to przecież Ty zacząłeś się męczyć i podświadomie wszystko szło na mnie. Podczas gdy w środku już pękałam. I pękłam m.in. wtedy w fejsie, gdy mówiłam Ci o tym, że nie czuję jakbym była naprawdę tą, którą kochasz. A Ty jeszcze zaprzeczałeś... a ja Cię jeszcze za to przeprosiłam następnego dnia... paradoks, co? Od zawsze przecież miałam świadomość bycia tą dziewczyną na chwilę. Nic mi nigdy przecież nie obiecałeś. A ja nadal czekałam jak głupia na dalej, głupio tłumaczyć sobie, że jeśli nie pokazujesz tego wszystkiego w taki sposób, na jaki liczyłam, nie oznacza to, że w ogóle nic nie ma. To najcudowniejsza i najbardziej przerażająca rzecz, jaka może ci się przytrafić. Wiesz, że udało ci się znaleźć coś cudownego i chcesz to zatrzymać na zawsze, ale jednocześnie w każdej sekundzie obawiasz się, że możesz to stracić. I straciłam. Powtarzając mi to, czego byłam prawie pewna, a czego wcale nie chciałam usłyszeć.

Koch...

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl